OFICJALNA POLSKA STRONA GRAHAMA MASTERTONA!
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Masterton o...
Recenzje:

darmowe liczniki

Czytelnicy nadesłali

poniedziałek, 28 września 2015
Poniżej przedstawiamy projekt okładki do powieści UPADŁE ANIOŁY, który w ubiegłym roku został stworzony przez Jana Jankowskiego i zamieszczony na Facebooku Wydawnictwa Albatros:




Co sądzicie? Lepszy niż ten, który został ostatecznie wykorzystany? 
wtorek, 12 sierpnia 2014
Nie minął rok od ostatniego pobytu Grahama Mastertona w Warszawie, a już doczekaliśmy się kolejnej wizyty w stolicy Polski. Tym razem spotkanie autorskie odbyło się salonie Empik przy ulicy Marszałkowskiej.

18 lipca, sobota, godzina 18, okazał się najwyraźniej dogodnym terminem dla wielu fanów (przepraszam: przyjaciół!), gdyż stawili się bardziej tłumnie niż zazwyczaj. Zawsze przed takimi wydarzeniami kręcę się trochę po sali, żeby dostrzec nadejście danego autora, udało mi się więc zauważyć Grahama nadchodzącego w towarzystwie nader urodziwej tłumaczki, a także prowadzącego Piotra Pocztarka, bez którego spotkanie Mastertona z czytelnikami nie mogłoby się odbyć. Ponieważ od lat jestem obecny na każdym wieczorze autorskim Mastertona w stolicy, pisarz rozpoznał mnie już z daleka i powitał słowami: „Nadal nie ściąłeś włosów!”. Kiedy odparłem, że nigdy nie zamierzam tego zrobić, westchnął tylko z żartobliwym (mam nadzieję) wyrzutem: „On się mnie w ogóle nie słucha…”, po czym ruszył w stronę podium witany gromkimi brawami. Spotkanie się rozpoczęło.


Fot. EMPIK

Piotrek przyznał się nam z niejakim żalem, że niestety nie jest bohaterem tego wieczoru – ale za to napisał wraz z owym bohaterem książkę, nie wspominając już o tym, że się z nim przyjaźni. Potem już oddał głos pisarzowi. Wszyscy, którzy poznali Mastertona osobiście mogą zaświadczyć, że ma on dość niski głos, jednak rzadko kiedy brzmi on tak ochryple i – jak sam uznał – seksownie. Cóż, nie mnie to oceniać, ale faktycznie wirus, który złapał na trasie promocyjnej w Czechach, znacząco wpłynął na funkcjonowanie jego narządu mowy.

Na pytanie Piotrka czy planuje już przeprowadzkę do Polski na stałe, zamiast przyjeżdżać do nas co chwilę – wszak mógłby już chyba wystąpić o obywatelstwo – Graham przyznał, że wystarczającym powodem byłaby już wyborna polska kuchnia i nie mniej apetyczne polskie kobiety. Ma jednak zdecydowanie zbyt dużą rodzinę w Anglii i chce patrzeć jak dorastają jego liczne wnuki. Nawiasem mówiąc, po głębokim i niełatwym namyśle stwierdził, że choć Czeszki są również szalenie atrakcyjne, zdecydowanie preferuje Polki, rodzime czytelniczki mogą więc odetchnąć z ulgą. Graham nigdy nie widział obywatelki naszego kraju, która nie byłaby okazem wyjątkowej urody.

Ale spotkanie nie dotyczyło powabów polskich niewiast, a premiery Imperium, ostatniej stworzonej przez Brytyjczyka powieści historycznej, której pisanie wspomina bardzo miło. Nigdy nie był w Indiach, gdzie rozgrywa się część książki. Chyba, żeby policzyć wizytę w indyjskiej restauracji, gdzie delektował się pysznym curry – czyżby to zainspirowało go do stworzenia tej obszernej (grubo powyżej pół tysiąca stron) opowieści? Choć należy przyznać, że i tak nie jest ona najdłuższą w jego karierze. Zapowiadana (również przez Albatros) na przyszły rok Dynastia w pierwotnej postaci liczyła aż tysiąc stron! Wydawca trochę ponarzekał na objętość, a także na samą konstrukcję: Graham pokusił się bowiem o kompozycję przypominającą literacki odpowiednik rozbudowanej mozaiki. Pisana przez jakieś 10 miesięcy powieść fabularnie skacze po różnych dekadach, przez co niektórym czytelnikom mogłaby się wydać niezbyt zrozumiała. Cóż było robić: żeby książka nieco mniej przypominała wczesny scenariusz Quentina Tarantino, Graham musiał rozłożyć na podłodze cały tekst (wszak w tamtych czasach był to jeszcze maszynopis, a nie „komputeropis”) i ręcznie uporządkować poszczególne rozdziały chronologicznie…

Podobnie jak w przypadku Imperium, kulinaria wywarły niemały wpływ także na powstawanie Dynastii. Głód niejednokrotnie zagnał Grahama do kuchni, odrywając od procesu tworzenia, a te liczne przekąski odcisnęły się na tekście: bohaterowie ponoć na okrągło coś jedli. Zdaniem wydawcy zbyt często, co przyczyniło się do nadmiernego rozrostu książki, dlatego zasugerował wycięcie tych gastronomicznych akcentów. Żeby nie przepadły bezpowrotnie dla potomności, Piotrek zaproponował sklecenie z nich osobnej książki… ale dla odmiany kucharskiej. Mimo faktu, że jest pisarzem zróżnicowanym, dzieła z tego gatunku Graham chyba jeszcze nie popełnił.


Fot. EMPIK

Przy okazji wielbiciele historycznych sag dowiedzieli się ze smutkiem, że raczej nie powinni czekać na kolejną powieść Mastertona z tego gatunku. Autor chętnie by znów napisał coś podobnego, ale niestety na początku lat 90. popularność tego typu literatury drastycznie zmalała, a więc Graham – bądź co bądź zawodowy pisarz, na którym ciąży konieczność stałego poszerzania kręgu swoich czytelników – raczej pozostanie przy tym, z czego jest zdecydowanie najbardziej znany, czyli przy horrorach i thrillerach. Na otarcie łez pozostanie zapowiadana już od dłuższego czasu Szkarłatna wdowa, która ma łączyć elementy zarówno powieści historycznej, jak i kryminału, co czyni ją pozycją zdecydowanie nietuzinkową.

A skoro o kryminałach mowa: wielbicieli Katie Maguire czeka nie lada gratka! Co prawda, większość wielbicieli twórczości Grahama Mastertona z pewnością już od dawna wie (choćby z mojej zeszłorocznej relacji), że niebawem będzie miała miejsca premiera Czerwonego światła, trzeciego tomu tego wyjątkowo popularnego, zwłaszcza w formie e-booków, cyklu – w Polsce nie wiadomo dokładnie kiedy, w Irlandii natomiast już w sierpniu. Przyciągana przez najobrzydliwsze zbrodnie Katie będzie musiała się w nim zmierzyć z handlarzami żywym towarem. (Przy okazji omawiania książki Graham złośliwie zasugerował, że Piotrek do tego fachu nadawałby się jak ulał). Tom czwarty też zbliża się coraz większymi krokami, a treść ma dotyczyć kolejnego niepokojącego tematu – korupcji w policji. Natomiast na spotkaniu autor wyjawił nam, że wydawca zamówił u niego kolejne trzy części! Póki co, nieznane są szczegóły dotyczące ich fabuł. Zresztą, pisarz jest tak zapracowany, że przyznał się nam, iż niezbyt dokładnie już pamięta o czym opowiada Red Light… Przyjemnie za to wspominał okres, kiedy mieszkał w Irlandii z małżonką. Wczuł się w atmosferę kraju tak głęboko, że aż na pewien czas przestawił się na mówienie tamtejszym narzeczem. Nie przytoczę jednak tutaj nieprzeciętnie malowniczych, niecenzuralnych irlandzkich określeń, którymi autor nas przy tej okazji uraczył…

Kolejną powieścią, której wierni wielbiciele (w tym ja) nie mogli się doczekać, jest powrót Mastertona do gatunku literatury ekologiczno-katastroficznej, czyli dopiero co wydana Susza. Detale zawiązania fabuły są już z pewnością gościom tej strony dobrze znane, ale autor dodatkowo zaostrzył apetyt męskiej części publiczności, wspominając o pojawiającej się w niej niewyobrażalnie pięknej i seksownej kobiecie, która przysporzy o szybsze bicie serca niejednego bohatera książki. Ta opowieść o zatrważająco realistycznym kataklizmie powinna bez większego problemu trafić w gusta czytelników z upodobaniem wspominających znakomite thrillery Zaraza i Głód. A sam Piotr oznajmił, że do kompletu chętnie postawiłby na półce jeszcze jakiś spektakularny „mastertonowski” dreszczowiec o powodzi.

Po wydaniu Infekcji, zahaczającej o cykl Manitou, Graham Masterton otrzymał nietypowy telefon. Tym razem jednak nie od wydawcy, domagającego się jak najszybciej kontynuacji, a od samego Harry’ego Erskine’a. Wróżbita poskarżył się, że ma już dość nie kończących się zmagań z licznymi demonami i że przechodzi na literacką emeryturę, dlatego też to już chyba łabędzi śpiew tej bijącej rekordy popularności serii. Trochę szkoda, ale po niemal 40 latach kto nie byłby zmęczony? Zabrzmiało to wszystko mocno elegijnie, zwłaszcza że spora część głównej obsady ekranizacji Manitou już nie żyje, a Graham nie wyobraża sobie, żeby w hipotetycznej filmowej adaptacji Harry’ego miał zagrać ktokolwiek inny, niż Tony Curtis.

Nadal nie wiadomo natomiast kto wcieli się w rolę Jacka Reeda, pierwszoplanowej postaci w filmie The Oaks, znajdującej się aktualnie w fazie wstępnych przygotowań ekranizacji klasycznych Zaklętych. Nie od dziś wiadomo, że prawa do sfilmowania książki wykupiła Jules Stewart, matka słynnej Kristen, znanej wszystkim z serii filmów Zmierzch. Zaraz, zaraz, czy rzeczywiście wszystkim? Okazało się bowiem, że wśród wspaniałej publiczności, zgromadzonej tego wieczoru w Empiku, niemal nikt nie wiedział cóż to za cykl. A może po prostu nie mieli odwagi się przyznać?


Fot. EMPIK

Na koniec głównej części spotkania Piotrek skoczył na głęboką wodę i odważnie zadał Grahamowi najoryginalniejsze pytanie na świecie: „Skąd bierzesz pomysły do swoich książek?” Wierni fani pisarza i stali bywalcy tej strony z pewnością dobrze znają kultową już opowieść o należącym do pewnej staruszki kocie, od dziesiątków lat podsuwającej mu pomysły, nie ma więc większego sensu jej ponownie streszczać. Warto natomiast przytoczyć komentarz Piotrka, który w owej anegdocie dopatrzył się nowego znaczenia: Graham już w dzieciństwie nie miał kłopotów z wyciąganiem numerów telefonów od przypadkowo poznanych kobiet.

Kolejne pytania, tym razem zadawane przez uczestników spotkania, były jeszcze bardziej nietuzinkowe. Pisarz skromnie stwierdził, że nie robi mu większej różnicy ani kłopotu snucie opowieści w żadnym z gatunków, niezależnie od tego, czy jest to horror, thriller, kryminał, czy powieść historyczna, bo przecież i tak każda traktuje tak naprawdę o czymś uniwersalnym: o zwyczajnych ludziach w niezwyczajnych okolicznościach. Nigdy też nie narzekał na brak weny twórczej, jak pochwalił się innemu czytelnikowi. Pisze od 17 roku życia, ma też za sobą karierę redaktora Penthouse’a, która wymagała bezustannej kreatywności, więc już dawno temu wyrobił sobie odruch dostrzegania wokół zalążków opowieści, a tym samym najzwyczajniej w świecie nie jest w stanie doświadczyć bloku pisarskiego.

Pomimo tego, raczej nie zamierza napisać powieści rozgrywającej się w średniowieczu, choć ten barwny okres mógłby stanowić potencjał dla jakiejś mrocznej i brutalnej opowieści. Graham nie planuje też nawiązania współpracy z twórcami komiksowymi: bynajmniej nie z braku ochoty, a czasu na dodawanie kolejnego pomysłu do niekończącej się listy projektów. Choć z drugiej strony, gdy właścicielka kota, słynna wiekowa staruszka, przeniesie się na tamten świat, pisarz z braku pomysłów może zawiesić działalność…

Wszyscy wierni czytelnicy chyba wiedzą, że pośród postaci z licznych książek Brytyjczyka, najwięcej jego samego znajdziemy w Harrym Erskinie, nie tylko ze względu na sarkastyczny dowcip i cięte riposty. Łączy ich także wróżenie z kart – przy czym, w odróżnieniu od Harry’ego, wróżby Grahama ponoć zawsze się sprawdzają. Ale właściwie w każdym stworzonym przez Mastertona bohaterze jest sporo autora. Natchnienia z pewnością nie podsuwają mu sny, a jeśli nawet, to nieświadomie, bo żadnego nigdy nie zapamiętuje.


Fot. EMPIK

Pisarz zdecydowanie trzeźwo stąpa po ziemi, bo w odróżnieniu od niejednego autora, nigdy nie miał poczucia, że jakaś postać go nawiedza – nie wierzy w duchy i zjawy, choć twierdzi, że istnieją jakieś siły rządzące wszechświatem, których ludzki rozum jeszcze całkowicie nie ogarnia. Prędzej już prześladują go prawdziwe osoby, ale zostawmy to zagadnienie na koniec relacji…

Graham otwarcie przyznał, że nie obraziłby się, gdyby każda z jego powieści posłużyła kiedyś jako kanwa serialu telewizyjnego, a najbardziej do tego celu nadawałyby się według niego Bonnie Winter i seria o Katie Maguire, podobnie jak cykl o Wojownikach nocy, choć budżet tego ostatniego widowiska mógłby, ze względu na same efekty specjalne, osiągnąć przerażająco wysoki poziom.

Poskarżył się również, że wydawcy niekiedy naciskają na usuwanie co bardziej odrażających fragmentów utworów, czego najlepszym przykładem jest niesławny Eryk Pasztet. Redaktor periodyku Frighteners, który opowiadanie opublikował w pierwszym numerze, nalegał by je znacznie złagodzić, ale Graham się nie ugiął. I kto wie, może powinien był pójść na jakiś kompromis, bo ze względu na szokująco ohydną zawartość tekstu i związane z nią kontrowersje, czasopismo zostało zdjęte z rynku zaledwie po trzech odsłonach. Przez to mamy na świecie jeden magazyn grozy mniej, ale za to o jedno absolutnie obrzydliwe opowiadanie więcej – moim zdaniem warto było!

Zazwyczaj jednak współpraca z wydawcami układa się bez większych problemów, a szczegóły kolejnych publikacji są precyzyjnie ustalane dużo wcześniej – wszystkie książki czy też opowiadania muszą być zamówione i zatwierdzone. Graham jest bowiem nie tylko świetnym pisarzem, ale także bardzo rozsądnym biznesmenem i nawet nie rozpocznie pisania bez odpowiedniej zaliczki. Nawiasem mówiąc, fanów Katie Maguire powinno ucieszyć, że autor otrzymał już przedpłatę za następne tomy przygód irlandzkiej pani inspektor… i to od razu na trzy.


Fot. JacAr Rostocki

Wizyta w stolicy przypomniała Grahamowi o inspiracji, jakiej Warszawa dostarczyła mu już niejednokrotnie. Dwa najbardziej znane przykłady to oczywiście Dziecko ciemności i Panika, których historyczne tło miało – głównie czytelnikom z Zachodu – przybliżyć nieco pewne smutne fakty z przeszłości naszej ojczyzny. Ponadto, Masterton obiecał, że jeszcze kiedyś powróci do tej tematyki.

Autor 27 bestsellerowych poradników seksuologicznych oświadczył też, że jest dumny, iż tak wiele osób zaufało mu, zwierzając się z najintymniejszych szczegółów swojego życia seksualnego. Ogromna masa listów od czytelników Penthouse’a przychodzących do redakcji dostarczyła na ten temat nie mniej informacji, niż liczne rozmowy z prostytutkami. Zresztą, ten research przydał się Grahamowi również w pisaniu prozy: na przykład dziwaczna scena erotyczna z powieści Błyskawica, w której brała udział jednonoga dziewczyna, jest oparta na doświadczeniach rzeczywistej osoby.

Kto poznał Grahama na żywo przyzna, że jest to człowiek potrafiący prowadzić błyskotliwą rozmowę właściwie z każdym, i że zawsze wie co powiedzieć. Na tym spotkaniu mieliśmy okazję zobaczyć, jak na chwilę zostaje wytrącony z rytmu przez niespodziewane pytanie: jeden z uczestników chciał się dowiedzieć, czy Brytyjczyk ma jakąś życiową maksymę. Po dłuższym zastanowieniu to on zabił nam wszystkim klina, parafrazując osobliwe tłumaczenie chińskiej inskrypcji: „Don’t disturb the grass, it’s dreaming”. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni cóż takiego może to znaczyć i w jaki sposób Graham aplikuje ową sentencję do codziennego życia, ale trzeba przyznać, że brzmi intrygująco. I trochę złowrogo: czyżby zapowiedź proekologicznego horroru o zabójczej trawie?


Fot. EMPIK

Spotkanie zaczęło się od wzmianki o atrakcyjnych niewiastach, a więc i opowieścią o niesłychanie pociągającej kobiecie musiało się zakończyć. Zaciekawiony czytelnik zapytał, która przedstawicielka płci pięknej w jego twórczości była tą najseksowniejszą. Graham tym razem nieco bliżej opisał nam wspomnianą już postać z powieści Susza – autor stwierdził, że mogłaby uwieść dosłownie każdego mężczyznę. Książka właśnie pojawiła się na naszym rynku księgarskim, nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko sprawdzić czy jest tak w istocie.

Na tym zakończyły się pytania, których tym razem padło naprawdę dużo. Ogólnie trzeba przyznać, że spotkanie było wyjątkowo udane, a to za sprawą dużego zaangażowania zarówno publiczności, jak i samego pisarza. Mimo zmagania się z chorobą, dzielnie wytrwał do samego końca, nie wykazując najmniejszych oznak zmęczenia, po czym przystąpił do rozdawania autografów i pozowania do zdjęć ze swoimi przyjaciółmi, których w Polsce mu nie brakuje. Nie darowałbym sobie, gdybym stanąwszy przed nim nie ściskał w dłoniach wcale niemałego stosiku książek do podpisania. Natomiast Graham nie byłby sobą, gdyby przy tej okazji nie potraktował mnie – jak zwykle – próbką swojego ciętego dowcipu. „Jeśli ktoś mnie kiedykolwiek nawiedzał, to właśnie ten człowiek” – oznajmił wszem wobec, wskazując na mnie i uśmiechając się krzywo – „Chodzi za mną dosłownie wszędzie…”.

Od spotkania autorskiego z Grahamem Mastertonem minęło już sporo czasu, ale do tej pory nie jestem pewien czy potraktować tę uwagę jako komplement. Podobnie jak specyficzną dedykację, którą umieścił w moim wysłużonym egzemplarzu Zemsty Manitou… I jak tu nie lubić Grahama?



Patryk Cichy

czwartek, 10 października 2013
"I caaan't help… falling in love… wiiith you…" – takie piękne, acz nieco fałszujące słowa nieśmiertelnej piosenki Elvisa Presleya rozległy się o godzinie 18 w poniedziałek, 30 września, w księgarni Matras przy Al. Solidarności 113 w Warszawie. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że król rock'n'rolla jednak nie powstał z martwych, a to miłosne wyznanie padło z ust nikogo innego, tylko Grahama Mastertona, którego talenty wokalne są jedynie nieco mniej znane na świecie od talentu pisarskiego. Zresztą, może temat utworu nie okazał się wybrany przypadkowo.

Tak zaczęło się spotkanie autorskie, tradycyjnie prowadzone przez niezmordowanego Piotra Pocztarka. Odbyło się ono podczas już trzeciej w tym rekordowym roku wizyty Grahama w Polsce. Pisarz był gościem specjalnym na aż dwóch konwentach, Pyrkonie i Krakonie. Jak wspominał, udział w tych imprezach zapewnił mu między innymi bardzo zróżnicowane doznania wizualne. Na pierwszym z nich miał na przykład okazję zobaczyć wielu uczestników cosplayowo przedzierzgniętych we wróżki, postaci z Lego i Dartha Vadera, na drugim natomiast widział zastępy fanów fantastyki przebranych za Dartha Vadera, postaci z Lego i wróżki, a więc zdecydowanie było na co popatrzeć.

Trzecia wizyta miała zupełnie inne przyczyny. Graham przyjechał bowiem do Polski nie tylko na spotkanie z czytelnikami i w celu udzielenia kilku wywiadów, ale głównie na ślub Marysi, przyjaciółki, którą poznał tutaj już dość dawno temu. Skarżyła mu się na brak miłości w swoim życiu, a wtedy pisarz przepowiedział jej, że już niebawem pozna swoją drugą połowę. Minęły dwa lata i proszę – w sobotę odbył się jej ślub, na którym Mastertona nie mogło zabraknąć. Zamiast w roli orędownika demonów, tym razem Graham wystąpił więc niemalże jako amorek.



Nasz kraj okazał się jednym z głównych tematów spotkania także z powodów ściśle literackich. Doczekaliśmy się niedawno wznowienia Dziecka ciemności, a także premiery jednej z najnowszych książek Brytyjczyka, Paniki. Jak zagorzali fani zapewne wiedzą, łączy je fakt, że akcja rozgrywa się w całości lub częściowo w Polsce. To skłoniło Grahama do głębszej zadumy nad zmianami, jakie zaszły tu od czasu jego pierwszej wizyty w 1989 roku. Doszedł do budującego wniosku, że niemal wszystko zmierza we właściwym kierunku – nasza ojczyzna zupełnie nie przypomina swojej postaci z czasów schyłku komunizmu, a on czuje się wśród Polaków jak w gronie wiernych przyjaciół. Oświadczył również, że napisał Panikę między innymi po to, by lepiej uświadomić brytyjskich i amerykańskich czytelników w kwestii masakry w Puszczy Kampinoskiej, która miała miejsce w czasach II Wojny Światowej, a w powieści stanowi ważny wątek.

Istotnym punktem wieczoru była promocja drugiej powieści o irlandzkiej pani inspektor, Katie Maguire. Upadłe anioły ukazały się w Polsce dzięki wydawnictwu Albatros już rok temu, ale nadal budzą silne emocje wśród odbiorców na całym świecie. Graham otwarcie przyznał, że postanowił napisać książkę w gatunku cieszącym się ogromna popularnością, jakim jest kryminał, by dotrzeć do szerszej publiczności. Jego zamiar powiódł się w stu procentach: oprócz entuzjastycznych recenzji, e-bookowa wersja może poszczycić się rekordowo dobrą sprzedażą na czytnikach Kindle.

Pośród licznych zalet Upadłych aniołów z pewnością należy wymienić ich autentyczność. I nic dziwnego: Masterton mieszkał w Irlandii przez pewien czas i do dziś wspomina te lata jako szalony okres, a samych Irlandczyków jako prawdziwych wariatów. Graham nie mówił tego jednak w tonie przygany, a wręcz przeciwnie, ekscentryczność owych ludzi uważał za prawdziwe natchnienie w trakcie tworzenia pierwszego tomu. Inspiracje do napisania kontynuacji nie były niestety tak pozytywne: w dużym stopniu stanowiły je relacje osób molestowanych przez księży, a trzonem powieści jest zemsta na oprawcach wywodzących się z kleru. W świetle ostatnich doniesień o pedofilii wśród polskich duchownych, książka może stać się teraz nawet bardziej kontrowersyjna, niż tuż po premierze.



Ze względu na świetne przyjęcie dwóch pierwszych książek o Katie, nikogo nie powinno zdziwić, że Graham ma w planach kolejne przygody dzielnej policjantki. I to nie jedną, ale od razu dwie! Również nakładem Albatrosa, pierwsze ukaże się Red Light. Także i tym razem temat powieści będzie przykry, a zarazem przygnębiająco realny – mianowicie pani Maguire będzie zmagać się z handlarzami żywym towarem. Znajdzie też niespodziewaną sojuszniczkę, która będzie ofiarą tej odrażającej machiny przestępczej, mordującą ludzi zaangażowanych w ów niecny proceder. Biedna Katie będzie miała spory dylemat moralny, bo pokrzywdzona kobieta w gruncie rzeczy wyręcza wymiar sprawiedliwości. Zapowiada się intensywny, niepokojący dreszczowiec. O czwartej powieści z cyklu na razie nic nie wiadomo.

Pozostajemy nadal poza obrębem horroru, bowiem Susza, kolejna zapowiadana przez Grahama powieść, to ekologiczno-katastroficzny thriller, którego tematem jest tytułowa klęska żywiołowa, dziesiątkująca mieszkańców Ameryki Północnej. Jak sam autor ostrzega: wielkich ulew raczej w niej nie uświadczymy. Szkoda, że polskiego wydania nakładem Albatrosa doczekamy się dopiero w przyszłym roku, bo wiążę z tą książką spore oczekiwania: mam nadzieję z dumą postawić ją na półce obok Zarazy i Głodu, czyli poprzednich, bardzo udanych katastroficznych opowieści mistrza. Z jej pisaniem wiąże się zresztą kilka niezbyt miłych wydarzeń. Najpierw zbankrutowało wydawnictwo, zamierzające książkę wydać – zdaniem Mastertona był to istny przejaw suszy, ale raczej z gatunku tych finansowych. Potem natomiast okazało się, że rzeczywiste warunki atmosferyczne w USA prześcignęły te przez niego opisane. Chcąc nie chcąc, autor musiał wznowić pracę nad powieścią i uczynić fabułę o wiele straszniejszą, żeby móc konkurować z autentycznymi katastrofami. Sztuka naśladująca życie, naśladujące sztukę?

Kolejna informacja okazała się wręcz elektryzująca: Graham niedawno ukończył powieść Infekcja, której głównym bohaterem jest faworyt wielu fanów, czyli niezastąpiony Harry Erskine. Podobno gdy Masterton zadzwonił do Erskine'a i poinformował, że niestety jest zmuszony po raz kolejny wpakować go w kłopoty, ten zgodził się niechętnie. Byłby w błędzie czytelnik sądzący, że comeback wróżbity-naciągacza okaże się zwykłym szóstym tomem cyklu o Manitou – Misquamacus został wygnany gdzieś w niebyt i w najbliższej przyszłości nie będzie niepokoić Harry'ego. Dopiero teraz jednak autor zdradził nam, że nienawistny czerwonoskóry czarownik miał… dwóch synów! Infekcja nie była od początku planowana jako horror: pierwotnie miała być historią tajemniczej epidemii, a dopiero potem pisarzowi przyszedł do głowy pomysł, by jej wytłumaczeniem uczynić, jak zwykle przydatne, indiańskie demony. Przy okazji mieliśmy niepowtarzalną okazję ujrzeć wyraz zdumienia na twarzy Piotrka, okazało się bowiem, że ten wielki znawca bibliografii swojego mistrza i jego przyjaciel, poznał owe zaskakujące szczegóły fabuły dopiero wraz z nami. Grahamowi dało to z pewnością sporo przewrotnej satysfakcji, a całe spotkanie uczyniło jeszcze bardziej spontanicznym – nawet prowadzący poczuł się zaskoczony.



Każdego wielbiciela książek Grahama Mastertona – podobnie jak i samego pisarza – z pewnością smuci fakt, że publiczność doczekała się zaledwie jednej ekranizacji jego prozy. Brytyjczyk wyznał nam, że po Manitou z 1978, skrycie liczył na to, iż jego powieści będą adaptowane jak leci. Niestety, choć wielu filmowców usiłowało doprowadzić do powstania kolejnego kinowego Mastertonowskiego horroru, zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Przyczyna zazwyczaj była ta sama: brak funduszy. Budżet takiego przedsięwzięcia, połączony z kosztami promocji, mógłby wynieść aż 50 mln dolarów, a zgromadzenie takiej kwoty nie jest łatwe. Wygląda jednak na to, że nasze marzenia mogą się wkrótce spełnić: wykupione zostały prawa do sfilmowania jednej z jego najwybitniejszych powieści, Zaklęci. Żeby było jeszcze ciekawiej, producentką obrazu ma być Jules Stewart, matka Kristen – aktorki znanej przede wszystkich z serii "malinowych" filmowych kreacji w cyklu Zmierzch. Co z tego wyjdzie, zobaczymy w najbliższej przyszłości, a tymczasem sam Graham nie ma zbytnich nadziei na jakąkolwiek kontrolę nad scenariuszem owego widowiska, podobnie jak na spotkanie sam na sam z błyszczącą Kristen. Wierzy natomiast w potęgę dzisiejszych efektów specjalnych, które mają szansę na sugestywne oddanie niesamowitych sekwencji opisanych w powieści.

Następna w kolejce zapowiedzi jest Szkarłatna wdowa, która może się okazać książką wyjątkową w bibliografii pisarza. W końcu ile pamiętamy jego dzieł łączących w sobie dreszczowiec z powieścią historyczną? "CSI w XVIII wieku" – taki był zamysł Grahama, gdy przystępował do pisania. Będzie opowiadać o córce aptekarza, na którą padają podejrzenia o morderstwa popełnianie w małej wsi. Dopiero po rozpoczęciu pracy Masterton dostrzegł ogrom researchu, który będzie musiał wykonać, by opisać tę historię w sposób wiarygodny. Konstruowanie fabuły w takiej scenerii napotkało liczne przeszkody, na przykład autor dopiero w trakcie przekonał się, jak dużym utrudnieniem w prowadzeniu postaci będzie brak wszędobylskich samochodów i telefonów komórkowych. Ale przynajmniej owo niezbędne do pisania badanie ówczesnych realiów uświadomiło mu, jak mało wie na temat damskiej mody.

Na koniec głównej części spotkania Piotrek oczywiście nie mógł się powstrzymać i zadał Grahamowi swoje ulubione pytanie: skąd bierzesz pomysły? Masterton również musi za nim przepadać, skoro przy niemal każdej okazji udziela zupełnie innej odpowiedzi. Tym razem padło na chyba już kultową anegdotę o staruszce, której kota mały Grahamek, marzący o karierze literackiej, uratował przed niechybną śmiercią. W zamian starsza pani obiecała podsuwać mu pomysły na kolejne horrory, co zaowocowało fabułą słynnego Manitou. Książka jak do tej pory sprzedała się w milionach egzemplarzy, pisarz nie wyjaśnił jednak czy owa tajemnicza dama otrzymuje z tego tytułu jakieś tantiemy…

Zaczęła się przedostatnia część wieczoru. Przyszła kolej na to, co wielu czytelników lubi najbardziej, czyli pytania od publiczności. Padło ich całkiem sporo, dzięki czemu mieliśmy okazję dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy, jak choćby tego, że Graham ma zwyczaj pisywać bajeczki dla swoich wnucząt, jego ulubionym poetą jest Walt Whitman, a żona Wiescka była najlepszym krytykiem na świecie. Powiedział też, że ze wszystkich swoich powieści najbardziej zadowolony jest z Bonnie Winter. Rozczarowali się zagorzali fani Dżinna: Masterton nie zamierza wracać do tematyki arabskiej, gdyż w dzisiejszych czasach może to się okazać zbyt dużym ryzykiem. Za to wyjaśnił nam czemu fascynują go różnorodne mitologie i dlaczego od wielu lat wystrzega się pisania w duecie. Inny zainteresowany chciał poznać przyczynę, dla której książki pisarza często miewają pospieszne finały. Ja również miałem przyjemność doczekać się odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, a mianowicie: bohaterem jakiej powieści chciałby być sam Masterton? Wyszło na to, że najbardziej pasowałby mu świat pięknych kobiet i wielkich pieniędzy, przedstawiony w Wielkim Gatsbym F. Scotta Fiztgeralda. I raczej trudno się temu dziwić.

Graham podziękował nam wszystkim za mile spędzony czas, co było w pełni odwzajemnione. Nie byłoby w tym nic szczególnego – ot, dżentelmeńska kurtuazja – gdyby nie fakt, że owe podziękowania padły w języku polskim! Takie "dziękuję" z pewnością zapadnie na długo w pamięć każdemu obecnemu tego wieczora w księgarni Matras. A potem było już tylko szaleństwo autografów, bo chętnych do zdobycia podpisów na ukochanych książkach było mnóstwo. Grahamowi nieco zrzedła mina, gdy zobaczył pokaźny stos, który przytaszczyłem do jego stolika… Tym bardziej jestem mu wdzięczny za to, że podpisał każdą z nich!

Patryk Cichy


środa, 14 sierpnia 2013
Lady in Red, autorka bloga Niewyparzony Język, umieściła niedawno bardzo osobisty wpis, w którym wspomina "historię pewnej fascynacji". Jeśli chcecie wiedzieć co tak bardzo zafascynowało blogerkę i jaki wpływ na jej życie miała twórczość Grahama Mastertona, serdecznie zapraszamy tutaj:

http://niewyparzony-jezyk.blogspot.com/2013/08/historia-pewnej-fascynacji.html

Jeśli macie podobne doświadczenia i chcielibyście podzielić się nimi z czytelnikami naszej strony, zachęcamy Was do przesyłania swoich historii!

poniedziałek, 10 czerwca 2013
Brwikon jest młodym konwentem fantastycznym, powoli przyciągającym coraz większe grono bywalców. W tym roku, w dniach 24 – 26 maja odbyła się raptem druga edycja, na którą przybyło równo 700 uczestników, a więc o 200 więcej niż w 2012. Jednym z gości był Piotr Pocztarek, publicysta dobrze znany miłośnikom horroru w Polsce. Za jego specjalizację uznać należy twórczość Grahama Mastertona, nie dziwi zatem, że prowadzony przez niego punkt programu dotyczył właśnie brytyjskiego mistrza.

Prelekcja Graham Masterton a sprawa polska już samym tytułem zapowiadała zatrzęsienie ciekawych informacji na temat powiązań pisarza z naszym krajem, który jest wyjątkowo bliski jego sercu. Jak się dowiedzieliśmy od Piotrka, nie tylko dlatego, że jego książki zawsze wyjątkowo dobrze się u nas sprzedawały, ale także ze względu na polskie korzenie samego Mastertona, jak i jego zmarłej niedawno żony, Wiescki. Kolejnym powodem są fani, których ze względu na wyjątkową lojalność Graham sam woli nazywać przyjaciółmi.



Słuchacze prelekcji "Graham Masterton a sprawa polska"
fot. Joanna Grabowska


W ten prosty sposób przeszliśmy do kluczowego zagadnienia tej prelekcji, a mianowicie trwającej już wiele lat przyjaźni Piotra ze swoim idolem. A opowiadał o niej tak: w 2007 roku, młody Pocztarek, wówczas początkujący internetowy publicysta, ze stresu zlewając się potem czekał w hotelu Bristol w Warszawie na swoją możliwość przeprowadzenia wywiadu z Mastertonem. Wywiad ten okazał się punktem zwrotnym w karierze Piotrka, bo nie tylko zapoczątkował znajomość z ulubionym od lat pacholęcych pisarzem, ale też i postawił na jego drodze życiowej innego wielbiciela Brytyjczyka, który również miał tego dnia zaszczyt z nim porozmawiać. Był to nikt inny, tylko Robert Cichowlas, obecnie jeden z bardziej cenionych polskich pisarzy grozy, otwarcie przyznający się do inspiracji twórczością Mastertona. Po odpytaniu swego wspólnego mistrza ze wszystkiego na co czas pozwolił, obaj panowie zaczęli niezobowiązująco rozmawiać o napisaniu książki z prawdziwego zdarzenia, jemu właśnie poświęconej. Owszem, jeszcze w 1999 ukazała się publikacja autorstwa Raya Clarka i Matta Williamsa Świat Mastertona, zahaczająca o taki temat, była ona jednak dość pobieżnie sklecona, a poza tym z racji upływu czasu znacznie się już zdezaktualizowała. Pocztarek i Cichowlas uznali więc, że pora na potraktowanie pisarza z należytym szacunkiem i stworzenie obszernego dzieła opiewającego całą twórczość – nie tylko horror, ale także dreszczowce, poradniki seksuologiczne i co tylko jeszcze przyjdzie im do głowy. Po czym, głównie ze względu na odległość – Piotrek jest z Warszawy, Robert natomiast z Poznania – projekt zamarł na grubo ponad rok.

Gdy po tym czasie ponownie się skontaktowali, stwierdzili, że ich zapał nie tylko nie osłabł, ale wręcz uległ znacznemu zwiększeniu. Wobec powyższego nie mieli już wyboru: po prostu musieli tę książkę wspólnie napisać. Wysłali wtedy nieśmiałego maila do Mastertona z pytaniem o zdanie i ewentualną zgodę na powstanie takiego tomu. Odpowiedź bardzo przyjemnie zaskoczyła ich obu: pisarz niemal natychmiast odpisał, że nie tylko nie ma nic przeciwko temu, ale wręcz będzie zaszczycony. Zachęceni aprobatą wzięli się raźno do pracy. Oznaczało to ponowne przeczytanie wszystkich powieści, zbiorów opowiadań i poradników, a potem przeprowadzenie ich dokładnej analizy. Wszak nie miała to być książka pisana na kolanie, tylko istne kompendium wiedzy, mogące zaspokoić apetyty zarówno wiernych czytelników Grahama, jak i osób dopiero chcących rozpocząć przygodę z jego twórczością. Wystarczyło jeszcze jedynie znaleźć potencjalnego wydawcę, co dla młodych autorów na polskim rynku jest zawsze sporym wyzwaniem. Wybór padł na wydawnictwo Albatros, publikujące zdecydowanie najwięcej książek angielskiego pisarza w Polsce. Przekonać właściciela, Andrzeja Kuryłowicza, nie było łatwo, ale z nieoczekiwaną pomocą przybył im sam Masterton. Gdy szef Albatrosa udał się do Anglii na osobiste spotkanie z nim, został skutecznie zachęcony do dania przedsięwzięciu zielonego światła. Tak według słów Piotra narodziła się książka Masterton. Opowiadania. Twarzą w twarz z pisarzem, która spotkała się z dużym uznaniem zarówno ze strony czytelników, jak i recenzentów. 

Nie był to ostatni raz, gdy Piotrek współpracował z Robertem w obrębie tematyki związanej z Mastertonem. Opowiadał również jak zaczęli wspólnie prowadzić założony przez Cichowlasa blog poświęcony swemu ulubionemu pisarzowi, którego nazwa z pewnością wyda Wam się znajoma. Mowa oczywiście o GrahamMasterton.blox.pl.



Piotr Pocztarek i podkładka ze ściągawką
fot. Joanna Grabowska


Kolejna ważna informacja przekazana nam przez Piotra dotyczyła nowej książki, pisanej przez niego, Roberta i ich mistrza. Wiadomość o jej powstawaniu podał wraz z Mastertonem jeszcze w zeszłym roku na spotkaniu w warszawskim Trafficu, lecz szczegóły do tej pory były owiane tajemnicą. Teraz wreszcie się dowiedzieliśmy: będzie to wywiad-rzeka, a więc coś niesłychanie interesującego dla zagorzałych fanów. Doprawdy, trudno pojąć ile jeszcze odkrywczych pytań można temu człowiekowi zadać, ale jestem pewien, że chłopaki dołożą wszelkich starań, by nawet najbardziej wymagający czytelnik znalazł tam coś dla siebie. Zwłaszcza, że Piotrek zapowiada odważne pytania o sprawy naprawdę prywatne i często niełatwe. Czekamy z niecierpliwością.


Piotr poruszył też ważny temat różnych adaptacji, jakich doczekały się utwory Mastertona. Obok niestety jedynej kinowej ekranizacji, czyli Manitou Willama Girdlera, jego twórczość została przed 10 laty zaprezentowana także w formie komiksowej, w dodatku przygotowanej przez polskie, nieistniejące już wydawnictwo – Mandragora. Jak się dowiedzieliśmy, Piekielne wizje to już dzisiaj prawdziwy biały kruk, do zdobycia jedynie w antykwariatach i na Allegro. Inną polską adaptacją jest natomiast Stworzenie, film krótkometrażowy autorstwa Magdy Gendery na podstawie opowiadania Stworzenie Belindy. Omówił też jedną z najważniejszych antologii grozy ostatnich lat – Dziedzictwo Manitou, książkę w której znalazły się opowiadania pisane w hołdzie Mastertonowi, autorstwa polskich pisarzy grozy zaproszonych do współpracy przez Replikę.



Najwierniejsi fani Mastertona na Brwikonie 2013
fot. Joanna Grabowska


Mimo że to jego ulubiony pisarz, Piotrek nie jest bezkrytyczny wobec Grahama. Całe szczęście – w przeciwnym razie prelekcja przerodziłaby się w pean pochwalny. W związku z tym miał nam do powiedzenia kilka mniej pochlebnych rzeczy, jak choćby problem braku wyraźnego upływu czasu w cyklu o Jimie Rooku, w którym główny bohater wciąż tkwi w tym samym punkcie od kilkunastu lat. Ponoć sam autor niezbyt lubi dostawać jakieś uwagi na ten temat – gdy Piotrek kiedyś delikatnie mu to wypomniał, niemal się obraził, stwierdzając jedynie: „Przecież to tylko książki!”. Niezbyt pozytywne było również napomknienie o Szatańskich włosach, prawdopodobnie najgorszej powieści w jego dorobku, być może dlatego, że pisanej zdecydowanie pod kątem młodzieży, czyli „osławionych” w kręgach maniaków brutalnego horroru young adults.

Piotr wspominał również o tym jak Graham z wdzięczności za krzewienie jego twórczości w Polsce, postanowił uhonorować Roberta Cichowlasa, nazywając jego nazwiskiem postać artysty z powieści Bazyliszek. Niestety, nie zakończyło się to pomyślnie: wydawca uznał, że to nazwisko nie brzmi dostatecznie po polsku i przemianował go na… Cichowskiego. (Także kontynuacja przygód Nathana Underhilla, Noc gargulców wzbudziła trochę wątpliwości, ale na wszelki wypadek spuśćmy na nie zasłonę tajemnicy). Miejmy nadzieję, że podobny los nie spotka komisarza Pocztarka, pojawiającego się ponoć na kartach Paniki, która w lipcu pojawi się na półkach księgarń nakładem Rebisu. A skoro już o niej mowa: Masterton poruszył w niej zbyt często tuszowany temat masakry wielu intelektualistów w Puszczy Kampinoskiej. Była to rzeź, o której nie wie nie tylko wielu Anglików i Amerykanów, ale także Polaków. Oby tylko nie skończyło się to jak w przypadku dreszczowca Aniołowie chaosu, który przed laty był promowany w Polsce jako powieść stawiająca odważne tezy na temat śmierci generała Sikorskiego, a po wydaniu okazało się, że wzmianki na ten temat zajęły raptem kilka akapitów. Tak czy inaczej, szanse na bestseller są duże.



Piotr Pocztarek i wielkie skupienie
fot. Joanna Grabowska


Piotr dużo opowiadał o tym, że nawiązania do Polski w twórczości Grahama Mastertona nie są rzadkością. Zamiłowanie pisarza do polskiej kuchni zaowocowało wieloma wzmiankami na jej temat, a na 36 rocznicę ślubu autor wraz z małżonką spożył nawet tradycyjne polskie śniadanie. Niestety, nie wszystkie aluzje do naszego kraju okazały się tak smakowite. Niejeden krytyk bardzo źle przyjął Dziecko ciemności, powieść rozgrywającą się w Polsce. Pytanie tylko, czy była to prawdziwa Polska, czy tylko jej wyobrażenie? Nie za bardzo zgadzała się topografia Warszawy, czy też opisy typowych polskich kobiet – rzecz jasna wąsatych i noszących wszędzie torby reklamówki. Niezbyt przekonywające okazało się też, że co drugi mieszkaniec ma tutaj na nazwisko Rej, Matejko, czy Konopnicka. Mimo wszystko Piotrek uważał, iż najostrzejsze recenzje w polskiej prasie były mocno przesadzone.

A jeśli chodzi o polskie jedzenie: może Masterton lubi tak często o nim wspominać, bo już w 1989 roku wydawnictwo Amber proponowało mu rozliczenie za publikację jego powieści w Polsce częściowo za pomocą kiełbasy? Reszta miała być uiszczona w postaci cennych ikon, a to dlatego, że złotówka nie podlegała za komuny wymianie na obcą walutę. Zresztą, o tym jak wyglądało wypłacenie należnego honorarium w praktyce, Piotrek wolał nie opowiadać… Przyznał natomiast, że z języka polskiego pisarz zna same najniezbędniejsze słowa: kapusta, gołąbki, bigos i kiełbasa. Czy naprawdę dużo więcej potrzeba, aby porozumieć się z Polakiem?


Piotr Pocztarek i Patryk Cichy (autor relacji i zwycięzca konkursu wiedzy o Mastertonie)
fot. Joanna Grabowska


Niejako na deser Piotr zaserwował nam konkurs wiedzy o Mastertonie. Niejeden uczestnik miał chrapkę na bardzo atrakcyjne nagrody, i nic w tym dziwnego – kto nie chciałby wygrać najnowszych wydań książek Grahama? Pulę stanowiły zestawy składające się ze wznowień Geniusza, Transu śmierci, a także Dziedzictwa Manitou. Zabawa okazała się niebywale trudna. Obok pytań dziecinnie łatwych, takich jak: „Ile powieści składa się na cykl o Manitou?” albo „Jaki klasyk horroru był inspiracją przy pisaniu Drapieżców?”, usłyszeliśmy bowiem także zagadki wymagające znacznie głębszego oczytania. Bo w końcu kto pamięta w której konkretnie powieści pojawia się Lily Blake? Ile osób bez wahania powie jakiej narodowości był Larry Foggia? Niestety, na sali nie znalazł się ani jeden śmiałek wiedzący to wszystko. Najbliżej pełni sukcesu był pewien osobnik, który odpowiedział poprawnie na aż 14 pytań z 15, ale może lepiej będzie pominąć go tutaj milczeniem. I tak w trakcie prelekcji niemal bezustannie przeszkadzał… Niemniej troje szczęśliwców zabrało tego dnia do domu piękne książki z Repliki.


Piotr Pocztarek i Patryk Cichy
fot. Joanna Grabowska

Spotkanie z Piotrem Pocztarkiem trwało aż dwie godziny, a mimo to czas tak szybko zleciał, że szkoda było się rozstawać. Dowiedzieliśmy się wielu interesujących, zaskakujących, a niekiedy wręcz niewiarygodnych rzeczy na temat jednego z naszych ulubionych pisarzy. Piotrek również wydawał się zadowolony z wizyty na naszym konwencie i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś do nas wpadnie i opowie coś ciekawego. Kto wie, może któregoś razu będzie mu towarzyszył sam Graham Masterton?

Patryk Cichy

środa, 27 marca 2013
Spotkanie z Grahamem Mastertonem i zdobycie autografu swojego idola to dla wielu fanów bardzo poważna sprawa. Sami doskonale pamiętamy emocje towarzyszące "pierwszemu razowi", kiedy to mogliśmy uścisnąć dłoń mistrza horroru i dać mu do podpisania książkę. Teraz zapraszamy Was do przeczytania osobistej relacji Łukasza Grygiera, który podzielił się z nami swoimi odczuciami ze spotkania z Grahamem na Pyrkonie. Enjoy!

23 marca bieżącego roku - ta data wielu osobom od kilku tygodni kojarzyła się tylko z jednym: spotkanie z Grahamem Mastertonem na Poznańskim festiwalu fantastyki Pyrkon.

Nauczony doświadczeniami z wcześniejszych spotkań autorskich wiedziałem, iż aby spotkać się z tak wybitną postacią ze świata grozy należy zjawić sie na miejscu wcześniej. Tak więc już godzinę przed planowanym przybyciem Mastertona siedziałem w pobliżu, czekając na początek formowania się kolejki. Jako pierwszy zjawił się chłopak z kartką na plecach: "MASTERTON KOLEJKA TU". Panował jeszcze względny spokój. Około czterdziestu minut przed godziną zero pojawiło się parę osób. To był znak, że należy zająć swoje miejsce. Zanim podszedłem do "wężyka" osób czekających (miałem do przejścia zaledwie trzy metry), zjawiło się znikąd kilka następnych osób. Kolejne minuty mijały na wyczekiwaniu i obserwowaniu rosnącego tłumu ludzi przybywających na spotkanie z autorem. Sprawca całego zamieszania zjawił się kwadrans przed czasem. Pierwszym kilku osobom udało się namówić twórcę do zrobienia wspólnych, pamiątkowych zdjęć. Później jednak Masterton zauważył, jak licznie przybyli jego fani (kolejka cały czas rosła i z jej początku nie było widać końca), więc sesje zdjęciowe się zakończyły. Czekając na swoją kolej spostrzegłem osobę przybyłą z kartonem książek do podpisu; mam nadzieję, że biedak zdobył chociaż jeden podpis. Nareszcie nadeszła upragniona chwila, oto stałem przed tym, który wprowadził mnie kilka lat temu w świat literatury grozy (moja pierwsza przeczytana książka z tego gatunku to "Wyznawcy Płomienia", którą oczywiście wybrałem do podpisania).

Długie wyczekiwanie i moment, który zapada w pamięć plus podpis cenionego przez wielu pisarza. Tak można podsumować całe wydarzenie, lecz to nie odda towarzyszących temu emocji.

Łukasz Grygier

                                                                             


wtorek, 26 marca 2013
Pyrkon już za nami. Połowie redakcji nie udało się dojechać, a druga połowa była w dużej mierze zajęta sprawami służbowymi, jednak relację możemy przedstawić Wam dzięki jednemu z jak zawsze niezawodnych czytelników i fanów Grahama Mastertona. Niniejszym zapraszamy Was do przeczytania sprawozdania Marcina Dobrowolskiego. Mamy też dla Was porcję zdjęć od Grahama, organizatorów i z bloga bardzosubiektywnie.blogspot.com. Enjoy!

Ogólnopolski festiwal fantastyki Pyrkon na stałe wpisał się już do kalendarza niemal każdego miłośnika niesamowitości. Potencjał drzemiący w tym gatunku okazuje się niewyczerpany. Nie mamy tutaj bowiem do czynienia ze zjazdem garstki zapaleńców,  lecz z dużym, profesjonalnie zorganizowanym wydarzeniem na skalę krajową. Każda kolejna edycja Poznańskiego konwentu sukcesywnie powiększała grono swoich odbiorców, a wprost proporcjonalnie do ilości uczestników imprezy rosła jej atrakcyjność. W tym roku, obok atrakcji przeznaczonych dla niezliczonych miłośników gier planszowych, rozrywki elektronicznej czy tradycyjnego RPG, organizatorzy zadbali także o fanów grozy. Sądząc po olbrzymich tłumach w auli wykładowej, strzałem w dziesiątkę okazała się wizyta legendy literackiego dreszczowca, światowej sławy pisarza Grahama Mastertona. Muszę przyznać, że to właśnie nazwisko brytyjskiego króla horroru przesądziło w moim przypadku o tym, że pomimo trzaskającego mrozu zdecydowałem się zjawić w stolicy Wielkopolski. Zaryzykuję stwierdzenie, że spośród pisarzy, którzy odwiedzili do tej pory Poznański konwent, to właśnie Masterton cieszy się największą renomą w środowisku czytelników. Dziesiątki milionów sprzedanych egzemplarzy powieści, zbiorów opowiadań czy poradników seksuologicznych mówią same za siebie. Również mnogość niw na jakich pisarz realizował swe literackie talenty, po dziś dzień skutecznie bronią go od zapomnienia.

Graham, tłumacz i prowadząca jeden z paneli dyskusyjnych

Dowodzi tego spotkanie w auli wykładowej Międzynarodowych Targów Poznańskich, które w tym roku po raz kolejny gościły Pyrkon. Spotkanie ów zgromadziło lekko licząc kilkaset osób. Niżej podpisany, jak i kilkudziesięciu innych maruderów, zmuszonych było stać pod ścianą bądź siedzieć na podłodze w czasie wystąpienia autora. Konferencja prowadzona była przez Łukasza Orbitowskiego i dotyczyła tematów tak rozmaitych, jak różnorodna jest twórczość brytyjskiego mistrza makabry. Autor zdradził między innymi kilka ciekawostek dotyczących jego nadchodzącej powieści zatytułowanej Panika. Według słów twórcy Manitou, fabuła dotyczyć będzie krwawego epizodu z początku II wojny światowej. Chodzi o eksterminację ludności polskiej na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej. Masowy mord, który przeszedł do historii jako zbrodnia w Palmirach, kosztował życie około dwóch tysięcy Polaków. Hitlerowski okupant skupił się głownie na polskiej inteligencji: harcerzach, pisarzach, duchownych czy oficerach, którzy zostali aresztowani, a następnie rozstrzelani w ramach tzw. Akcji AB. Nie znałem tego wydarzenia wcześniej, dlatego uznałem, że warto o nim przypomnieć czytelnikom z Zachodu - powiedział Masterton. - Nie jestem pisarzem historycznym, piszę horrory i thrillery, ale chciałem opowiedzieć tę ważną historię właśnie w tej konwencji. Autor wyjaśnił też genezę tytułu, który jest nawiązaniem do mitycznego boga Pana oraz do uczucia, jakie musiało towarzyszyć prowadzonym na śmierć skazańcom – strach, który w leśnej głuszy potęgowany jest z każdym krokiem przez zawodzenie wiatru, pojękiwania gałęzi czy szelest igliwia pod stopami. Wiele pytań nie dotyczyło głównego spectrum twórczości Brytyjczyka.

Graham i przedstawiciele wydawnictwa Rebis

Kwestia fantastyki grozy wielokrotnie schodziła na drugi plan, a pisarz raz za razem okazywał się być wspaniałym gawędziarzem, miotającym anegdotami niczym szuler kartami z rękawa. Interesującym tematem, poruszonym przez mistrza grozy, była kwestia jego postrzegania Polski i zmian, jakie przez lata zaszły w naszym kraju. Gość festiwalu z uśmiechem na ustach opowiedział jak to w 1989 roku, w związku z nieprzeliczalnością złotówki na funta, polski wydawca zaproponował mu zapłatę za książkę w towarach takich jak ikony czy… kiełbasy.

Graham i Wikingowie (nie pytajcie...)

W związku z tym, że Graham Masterton jest cenionym autorem poradników seksuologicznych oraz wieloletnim redaktorem pism takich jak Mayfair, Playboy czy Penthouse, czytelnicy nie omieszkali zapytać o kwestię urody polskich kobiet. W odpowiedzi otrzymaliśmy pean na temat powabu Polek a także ich twardego charakteru. Każdy wie, że polskie kobiety są najpiękniejsze na świecie – zakończył pisarz czym wzbudził salwę oklasków od rozentuzjazmowanej publiczności. Nie ma tutaj oczywiście podstaw, by wysuwać oskarżenia o nadmierne kadzenie publiczności, gdyż jak autor wytłumaczył:  Sam ożeniłem się z Polką, która co prawda nie urodziła się w Polsce, ale miała właśnie taką polską urodę. Więc Polki są nie tylko piękne, ale i silne.


Sesja podpisywania książek na Pyrkonie

Po zakończonym wykładzie na korytarzu obok auli ustawiła się niebotycznych rozmiarów kolejka po autografy. Każdy chciał zdobyć podpis autora bestsellerów oraz zamienić z nim choć kilka słów. Mimo prawdziwego oblężenia, pisarz z uśmiechem na ustach i ogromną życzliwością podchodził do każdego czytelnika. Godzina spędzona w kolejce uwieńczona została zatem pamiątkowym zdjęciem oraz autografem złożonym na egzemplarzu Upadłych aniołów.

Marcin Dobrowolski


Marcin Dobrowolski i Graham Masterton