OFICJALNA POLSKA STRONA GRAHAMA MASTERTONA!

darmowe liczniki

Blog > Komentarze do wpisu

Recenzja powieści ZŁODZIEJ DUSZ po raz drugi

Graham Masterton powiedział kiedyś, że postać Jima Rooka posiada cechy charakteru, którymi on sam się wyróżnia. Luzackie podejście do życia, poczucie humoru, zamiłowanie do literatury, otwartość wobec ludzi i otaczającego świata – to tylko niektóre te cechy. Cechy, którymi Rook epatuje od pierwszej części cyklu „Rook” aż po część… szóstą, czyli „Ciemnię”. Inaczej sprawa ma się z najnowszą powieścią ze wspomnianej serii: „Złodziejem dusz”, która właśnie ujrzała światło dzienne za sprawą wydawnictwa Albatros. W tejże części bohater jest inny, co natychmiast rzuca się w oczy i stanowi nie lada zagwostkę. Dlaczego Rook się zmienił i w jaki sposób? I czy Masterton wciąż tworzy tego bohatera na swoje podobieństwo? Ot, pytania! Na ostatnie, niestety, nie znam odpowiedzi, ale nad dwoma poprzednimi można otwarcie podyskutować.

Tryskający humorem, przesympatyczny nauczyciel języka angielskiego w szkole dla dzieci z lekka zacofanych społecznie w „Złodzieju dusz” ani nie tryska humorem ani nie jest zbytnio sympatyczny, a już na pewno nie okazuje „dobrego serca” uczniom w swojej klasie. Co zadziwia, jest opryskliwy, nierzadko chamski i kompletnie umęczony swoją robotą. To pierwsza rzecz, na jaką zwróciłem uwagę w tej skądinąd przyzwoitej książce. Zadziwiające jest to, w jaki sposób Rook zwraca się do swoich uczniów oraz jaką postawę przyjmuje wobec posady nauczyciela. Krótko mówiąc: zdaje się mieć to wszystko w pompce. Jeszcze w „Ciemni” jawił się jako zupełnie inny facet. Teraz coś go wyraźnie gnębi i choć w powieści tak naprawdę nie rysuje się konkretna odpowiedź, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, wiemy przecież, że kolejne części serii już powstają i pozostaje czekać na „wyjaśnienia”. Masterton zastosował swego rodzaju trik? Puścił oczko do czytelnika? Miejmy nadzieję, bo takie, a nie inne zachowanie Rooka jest co najmniej zastanawiające.

Zacząłem od kwestii postawy bohatera, gdyż dręczy mnie ona niemiłosiernie. Rook nie jest już tym samym człowiekiem. Z jednej strony chciałoby się rzec, że to szkoda, a z drugiej… Z drugiej potrafię to zrozumieć. W końca facet mógł wreszcie pęknąć, podłamać się, czy wręcz zwyczajnie wypalić w pracy. Zmiana została podkreślona ostentacyjnie, chyba ciut za bardzo, dlatego też przez pewien czas czytelnik może czuć się oszołomiony. Szybko jednak wir niesamowitych wydarzeń nakazuje skoncentrować się na fabule. A ta jest oryginalna i przewrotna.

Oto bowiem nasz bohater pierwszego dnia roku szkolnego rozjeżdża swojego kota Tibblesa. Tak, Tibblesa! Ale o tym za moment…

Kot powraca. Żywy. W formie prezentu od pewnego koreańskiego demona, który ukazuje się Rookowi pod postacią kobiety o lisim pysku. Niedowierzając, nauczyciel znów wszedł w posiadanie pupila, ten jednak nie do końca okazuje się być normalnym futerkowym stworzeniem.

Tymczasem jedna z uczennic Rooka popełnia samobójstwo kładąc się pod koła kosiarki. Inna wiesza się na sali gimnastycznej. Coraz więcej uczniów w klasie Rooka zaczyna zastanawiać się nad sensem swego życia. A raczej bezsensem. Tylko jedna osoba zdaje się wiedzieć „o co w tym wszystkim chodzi” - nowy uczeń Rooka, Koreańczyk Kim Dong Wook.

Rook orientuje się, że coś dziwnego dzieje się z rzeczywistością i z… czasem. A ten raz cofa się, raz przyśpiesza, znowu cofa, przyśpiesza… Popadamy w obłęd, a kiedy nasz bohater w pewnym momencie staje się osiemdziesięcioletnim staruszkiem, można doznać wstrząsu. Pozytywnego, jak najbardziej.

Zakręcona fabuła plus dobre dialogi (choć niepozbawione trochę drażniących kolokwializmów) świadczą o dobrej formie pisarza. Obawiałem się, że „Złodziej dusz” mnie nie zaskoczy, być może dlatego, że poprzednia książka Mastertona: „Duch ognia”, na którą czekałem z nadzieją, że okaże się nawiązaniem do najlepszych powieści pokroju „Wyklętego” i „Podpalaczy ludzi”, ostatecznie nie spełniła moich oczekiwań.

„Złodziej dusz” jak najbardziej je spełnił pomimo, iż sama postać bohatera uległa gwałtownej metamorfozie. Niemniej stare, dobre pióro Mastertona jest w tej książce wyraźne, klimat odpowiedni, a i zakończenie niezłe, choć bardziej pasowałoby do krótszego opowiadania, niż pełnowymiarowej powieści. Nawiasem mówiąc, szkoda, że „Złodziej dusz” nie jest dłuższy, bo potencjał ma, a kilka fragmentów aż prosi się o to, by je rozbudować.

Wróćmy jeszcze na moment do wspomnianego kota Tibblesa. Otóż, dlaczego w pierwszych sześciu tomach Tibbles to kotka, a w siódmej nagle staje się kotem… nie wiem. Z pewnością nie jest to wina tłumacza, gdyż w pewnym momencie bohater podkreśla, że posiada kota, nie kotkę. Czyżby Masterton zapomniał, że Tibbles… nie ma jaj? Zdarzało się już wcześniej pisarzowi mylić pewne fakty, jak choćby wprowadzać do powieści bohaterów, którzy we wcześniejszych częściach cyklu stracili życie (tak było w przypadku Amelii Crusoe w serii „Manitou”), ale zmiana płci kota, który w sześciu książkach non stop jawi nam się jako futrzasta dama??? Cóż, jeśli w kolejnej części „Rooka” Tibbles powróci, to mam nadzieję, że nie jako obojnak!

Autor recenzji: Robert Cichowlas
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 272
Format: 12,5 x 19,5
Ocena recenzenta: 7/10

niedziela, 06 marca 2011, mictlantecutli

Polecane wpisy

  • Recenzja książki POGRZEBANI

    W maju nakładem wydawnictwa Albatros ukazała się szósta już odsłona przygód Katie Maguire – sztandarowej bohaterki, wykreowanej przez Grahama Mastertona,

  • Recenzja książki SIOSTRY KRWI

    Dzielna irlandzka komisarz Katie Maguire nie próżnuje – światło dzienne ujrzał właśnie piąty tom jej przygód, w którym bohaterka zajmuje się nie jedną, a

  • Recenzja książki UZNANI ZA ZMARŁYCH

    Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie miejsca na liście bestsellerów Ama

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: dartur87, *.cable.dyn.petrus.com.pl
2011/03/06 14:16:42
Po Twojej recenzji jestem bardziej spokojny niż po recenzji Piotrka (choć oceny daliście takie same). A mam pytanie co do płci Tibbles. Czy przed tym jak Rook rozjechał kota była mowa, że to kotka czy kocur?
-
Gość: Lida, *.icpnet.pl
2011/03/06 14:32:05
Jutro jadę do księgarni i sobie poczytam. Zweryfikujemy opinie:)))
Świetna recka!
-
2011/03/06 15:25:10
Dobra recenzja książki, napisana z humorem i brzmi zachęcająco :).Dzisiaj po dwu dniowych poszukiwaniach znalazłem i kupiłem powieść :).
-
2011/03/06 16:44:10
dartur, od samego początku Tibbles to w tej powieści kot. Nie było żadnej metamorfozy.
Dzięki za opinie!
-
2011/03/08 20:48:01
świetna recenzja.Mam nadzieję, że kiedyś uda mi sie poznać te książkę samemu,dogłębnie....
-
Gość: Marcin, *.rybnik.vectranet.pl
2012/09/27 17:01:24
Mija dokładnie 5 lat od ostatnich wydarzeń w West Groove i życie Jima powoli wróciło na stabilne tory, a przynajmniej mogłoby się tak wydawać. Jednak jak się okazuję na nieszczęście nauczyciela nie na długo. Dokładnie w 5 rocznicę Jim Rook odbiera bardzo dziwny telegram od swojego starego znajomego, który prosi go o pomoc, jednak kolega nie wspomina nic o tym na czym by ta pomoc miała polegać. Jim zaniepokojony telegramem przyjaciela udaje się do europy (Rosja), aby rozwikłać zagadkę dziwnej wiadomości oraz by pomóc przyjacielowi. Jak się później okaże będzie to podróż którą nauczyciel zapamięta na długo, gdyż omal nie przypłaci jej własnym życiem w starciu z najgroźniejszymi ze słowiańskich demonów które nękają pobliską wioskę. Jim pozna również piękną dziewczynę która nie do końca będzie tym za kogo się podaje, jak się potem okaże będzie ona też jednym z głównych powodów ich obecności.

Marcin Habrowski
-
2012/09/30 21:29:33
Jim Rook ma wyjątkowo zły dzień: gdy jak zwykle zjawia się rano w szkole, dowiaduje się, że jest głównym podejrzanym w sprawie o morderstwo jednego ze swoich uczniów. Jim, rzecz jasna, nie przyznaje się do winy i stara się wyjaśnić to straszne nieporozumienie. Okazuje się jednak, że dowody obciążające go są niepodważalne, także świadkowie potwierdzają to niepojęte oskarżenie. Jim Rook naprawdę zamordował swojego ucznia dzień wcześniej, tylko że w ogóle tego nie pamięta. Cały poprzedni dzień jest w jego umyśle białą plamą. Ucieka przed obławą policji i szuka ratunku. Przekonany, że musiał to być do złudzenia przypominający zabójstwo wypadek, albo działanie w samoobronie, nauczyciel musi za pomocą autohipnozy i egzorcyzmów zrekonstruować ten feralny dzień i ustalić przyczynę amnezji. Jedyne, co pamięta, to tajemnicza piękna kobieta o białych włosach, szepcąca do niego: zrobisz to, co ci każę. A policja cały czas depcze mu po piętach.
Patryk Cichy