OFICJALNA POLSKA STRONA GRAHAMA MASTERTONA!

darmowe liczniki

Blog > Komentarze do wpisu

Recenzja książki WALHALLA

„Walhalla”. Jakże to tajemniczo brzmi. I intrygująco, bez dwóch zdań. Może właśnie dlatego ten niewiele mający wspólnego z treścią tytuł został przypasowany do powieści, która powinna być zatytułowana „Dom, który zbudował Jack”. Tak przynajmniej brzmi tytuł oryginału: „The house that Jack built”. Coraz mniej zaskakują te podmianki dla celów marketingowych. Ale na ten temat pisano już elaboraty. O „Walhalli” najwyżej recenzje. Ta będzie kolejną.

Zacznę może od tego, że nie jestem największym fanem Mastertona, ale uwielbiam za to książki z nurtu ghost story. Ostatnimi czasy polskim twórcom nieźle się tego typu rzeczy pisało, a po ich przetrawieniu miałem chęć na jeszcze. I padło na „Walhallę”.

Uczucia mam mocno mieszane. Z jednej strony książka wydaje się być milowym krokiem jeśli chodzi o tę konwencję, gdyż sam początek już – i dalej, rozwinięcie i zakończenie – zwiastuje oryginalną opowieść. Fabuła istotnie, jest oryginalna. Ale wykonanie, styl... za momencik wyjaśnię swoje wątpliwości.

Pierwsza scena miażdży. Wciąga jak przysłowiowy wir na rzece. Zamożny adwokat staje przed iście traumatyczną sytuacją. Złapany przez bandziorów w jakiejś ponurej bramie straci jądro. Rozbijają mu je młotkiem, dla zabawy, bo przecież nie za okrągły milion, jaki Bellman obiecuje im za zostawienie go w spokoju. Oprychy to idioci – nie dają się nabrać na tę obietnicę!

Bellman wraz z żoną i bez lewego jądra kupuje podupadłą rezydencję na totalnym wygwizdowie i odnawia ją. Jej właścicielem był kiedyś bardzo ekscentryczny człowiek, również bardzo bogaty, słynący z wielkiej mściwości.

Gdy zaczynają ginąć w domu ludzie, rozpoczyna się wielka gonitwa za prawdą.

Bellman zmienia się nie do poznania – jego żona jest przerażona, i jakże zaskoczona, gdy podczas baraszkowania ze swym mężem odkrywa, że jego jądro... wróciło na swoje miejsce! Facet jakby traci zmysły. Staje się obcy, wściekły, mściwy.

Przyjmuje cechy starego właściciela posiadłości.

A więc fabuła super. Gorzej jednak z wykonaniem. Masterton w lekki dla siebie sposób włada językiem, ale w tym przypadku jest on mankamentem powieści, zamiast jej atutem. Ten styl wydaje się być zbyt prostolinijny i drętwy, a postaci nie są przedstawione z rozmachem, jak to pisarz uczynił z takimi powieściami jak „Szary diabeł” czy „Zwierciadło piekieł”.

Manitouman napisał książkę dobrą, ale tylko dobrą. „Walhalla” jest ciekawym czytadłem, idealnie pasującym do podróży pociągiem, ale nie wybija się jakoś znacząco spośród innych horrorów o nawiedzonych duchach. Z Brytyjskich pisarzy prym wiedzie tu nieustannie James Herbert.

PLUSY:

- pomysł

- scena wprowadzająca

- opis i klimat posiadłości

- dialogi

MINUSY:

- papierowi bohaterowie

- nie zapada w pamięci

- wywołuje niedosyt

Autor recenzji: Janusz Majewski
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 400
Format: 12 x 21
Ocena recenzenta: 6/10

niedziela, 21 marca 2010, mictlantecutli

Polecane wpisy

  • Recenzja książki POGRZEBANI

    W maju nakładem wydawnictwa Albatros ukazała się szósta już odsłona przygód Katie Maguire – sztandarowej bohaterki, wykreowanej przez Grahama Mastertona,

  • Recenzja książki SIOSTRY KRWI

    Dzielna irlandzka komisarz Katie Maguire nie próżnuje – światło dzienne ujrzał właśnie piąty tom jej przygód, w którym bohaterka zajmuje się nie jedną, a

  • Recenzja książki UZNANI ZA ZMARŁYCH

    Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie miejsca na liście bestsellerów Ama

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Duch Zaglady, *.kielce.vectranet.pl
2010/03/21 21:13:22
No wlasnie. Wiele ksiazek ( nie tylko Grahama ) ma w tlumaczeniu zupelnie odmienne tytuly odbiegajace diametralnie od orginalow. Osobiscie jestem wielkim fanem powiesci o duchach. A juz zwlaszcza o domach w ktorych straszy badz dzieja sie nadprzyrodzone wydarzenia.
Co do tego tematu odnosnie powiesci Mastertona, to u mnie na 1 miejscu sa nadal Drapiezcy.
-
Gość: p.a., *.silweb.pl
2010/03/23 08:36:52
Powoli... Słowa "House That Jack Built" pochodzą z angielskiej rymowanki, które są dla anglosasów z miejsca rozpoznawalne i niosą z sobą jakiś tam bagaż skojarzeń. Nie zmienia to w niczym faktu, iż "Walhalla" to niezbyt mądry tytuł, ale też dosłowne przetłumaczenie oryginalnego pomysłu nie byłoby najlepszym pomysłem.
-
Gość: p.a., *.silweb.pl
2010/03/25 08:33:22
*oryginalnego tytułu, a nie pomysłu, rzecz jasna :)
-
Gość: Lidka, *.icpnet.pl
2010/03/25 13:20:45
Połknęłam dwie nowe recenzje dzisiaj. ta jest druga i muszę przyznać, że zgadzam się z nią. Walhallę czytałam dość dawno temu, ale wrażenia mam podobne. Zwłaszcza odnośnie bohaterów, którzy są w tej powieści niewiarygodnie jak na Mastertona drętwi. Sama powieść przeciętna.
-
Gość: Bronek, *.adsl.inetia.pl
2010/10/19 14:16:22
Dobra książka. Wprawdzie w ogóle nie straszy, ale ma klimat i wciąga. 8/10
-
Gość: GirlFromTheBox, *.dynamic.chello.pl
2012/09/28 01:20:44
Po śmierci Craiga zrozpaczona Effie z każdym dniem coraz bardziej pogrąża się w żałobie, rozpaczliwie pragnąć znów ujrzeć swego ukochanego.
Wbrew pierwotnym planom odbudowuje Walhallę, wraz z jej demoniczną salą balową, w nadziei na przywrócenie domowi jego niezwykłych właściwości wszak powstaje na tych samych fundamentach, na tej samej mrocznej ziemi. Inwestycja rujnuje ją finansowo, ale wdowa nie baczy na nic, oczami wyobraźni widząc siebie i Craiga, znów razem, znów szczęśliwych.
Kiedy w końcu udaje jej się zakończyć przedsięwzięcie, wynajmuje dom za bezcen, zaprzyjaźniając się z nowymi mieszkańcami sympatyczną rodzinką z kilkunastoletnim synem. Przesiaduje w Walhalli całymi dniami, a jej zainteresowanie panem domu budzi zazdrość jego żony, podejrzewającej, że Effie się w nim kocha. To jednak nie do końca prawda. Mimo zażyłości, Effie zatrzymuje w sekrecie historię posiadłości i z upiorną zachłannością patrzy, jak w nowym panu domu zachodzą niewytłumaczalne logicznie zmiany

Aleksandra Swoboda.