OFICJALNA POLSKA STRONA GRAHAMA MASTERTONA!

darmowe liczniki

Blog > Komentarze do wpisu

Recenzja książki GŁÓD

„Głód” to kolejna po „Zarazie” powieść Grahama Mastertona, w której autor próbuje się zmierzyć z kataklizmem ogarniającym świat, w którym „żyją” jego bohaterowie. Tym razem winne nie są szczepy bakterii dżumy, a tajemniczy wirus, który atakuje żywność na terenie całych Stanów Zjednoczonych. W obliczu ogólnokrajowej zagłady, Masterton pozwala nam poznać dramaty człowieka jako jednostki, nie zapominając jednocześnie o epickich, apokaliptycznych opisach. Czy książka jako całość wypada pozytywnie?

Ponad 500-stronicowa powieść podzielona jest na dwie księgi. W pierwszej poznajemy Eda Hardesty’ego (szkoda, że nie nazywa się Harvesty), który jest właścicielem gigantycznej farmy w Kansas. Niezmierzone połacie pszenicy, które zgodnie z przeznaczeniem miały zamienić się w czysty zysk i uczynić farmera bogatym dotyka tajemnicza zaraza – kłosy zaczynają czernieć i gnić w zastraszającym tempie. Desperackie próby powstrzymania rozprzestrzeniania się degeneracji zboża nie przynoszą pożądanych efektów, a Ed zaczyna zdawać sobie sprawę, że wkrótce zostanie bankrutem. Szybko staje się jasne że podobne problemy występują w całych Stanach, a dotykają one nie tylko zbóż, ale również warzyw, owoców, a jak się okazuje później zatrute są także konserwy. Najpotężniejszy naród na świecie z dnia na dzień staje przed widmem głodu, który sprawi, że ludzie zatracą swoje człowieczeństwo, zastępując je pierwotnymi instynktami przeżycia, najmroczniejszymi żądzami i przemocą.

„Głód” to thriller z domieszką political fiction. Masterton wprowadza do fabuły skorumpowanych polityków i urzędników, którzy na  tragedii całego narodu będą chcieli się w pomysłowy sposób wzbogacić. Na ich drodze stanie Ed Hardesty, a także kilka innych osób, niestety u Mastertona, w tym opuszczonym przez Boga miejscu nie ma miejsca na przyjaźnie i zaufanie – nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś bliski zawiedzie, lub okaże się wrogiem.

Im więcej tajemnic ujawnia Masterton w swojej powieści czytelnikowi, tym bardziej buntuje się podstawiony pod ścianą, wygłodniały, pozbawiony już ludzkich uczuć naród. Druga księga powieści to sugestywne, przerażające i bardzo brutalne opisy zamieszek, morderstw i śmiertelnej walki o ostatnie resztki jedzenia. Opisy te są przejmujące i czyta się je jednym tchem, świetnie oddana jest też psychologia opętanego tłumu. Czemu więc ocena jest niższa?

Masterton sam wpada w zastawioną przez siebie pułapkę. Długa powieść miała ogromny potencjał, a historia upadającej Ameryki zadatki na emocjonującą, przerażającą fabułę. Niestety z pozoru dobry pomysł przedstawienia dramatu jednostek w świecie, który z dnia na dzień traci swoje zasady moralne okazał się pomyłką. Szwankuje motywacja i psychologia bohaterów (zarówno Ed jak i jego żona robią wiele niezrozumiałych rzeczy), wiele rozdziałów jest wciśniętych na siłę, a inne wydłużone są do granic możliwości. No bo kto chce czytać długaśny rozdział o włamywaniu się do gabinetu po dokumenty i wielkiej ucieczce autem ze strzeżonej posiadłości, kiedy tuż za rogiem dzieją się niewyobrażalnie potworne rzeczy w wykonaniu obywateli całego narodu? Dla porównania – najważniejsze opisy rozpowszechniania się zarazy i jej wpływu na ludzkość mają zaledwie po kilka stron. Ta dysproporcja jest bardzo wyraźnie widoczna zwłaszcza w drugiej części powieści, z której miejscami potężnie wieje nudą.

Genialny pomysł, świetnie zapowiadający się początek, sugestywne opisy i apokaliptyczna wizja końca najpotężniejszego kraju świata zapewniały powieści potencjał na najwyższą ocenę i  wysoką pozycję w obszernej bibliografii Mastertona. Niestety, złe zbalansowanie akcji, zbyt mało wątków pobocznych, które przecież były tu kluczowe dla powieści, a także mało wyraziści w porównaniu chociażby z wcześniejszą „Zarazą” bohaterowie – wszystko to sprawiło, że „Głód” to powieść tylko niezła. Tym niemniej wszystkim chcącym poznać, jak Brytyjczyk widzi koniec USA polecam dać szansę tej książce, zwłaszcza, że nie ma w niej miejsca na happy end.

 



Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 1993
Liczba stron: 509
Format: 10,5 x 17
Ocena recenzenta: 7/10 
sobota, 26 września 2009, piotr.pocztarek

Polecane wpisy

  • Recenzja książki POGRZEBANI

    W maju nakładem wydawnictwa Albatros ukazała się szósta już odsłona przygód Katie Maguire – sztandarowej bohaterki, wykreowanej przez Grahama Mastertona,

  • Recenzja książki SIOSTRY KRWI

    Dzielna irlandzka komisarz Katie Maguire nie próżnuje – światło dzienne ujrzał właśnie piąty tom jej przygód, w którym bohaterka zajmuje się nie jedną, a

  • Recenzja książki UZNANI ZA ZMARŁYCH

    Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie miejsca na liście bestsellerów Ama

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: p.a., *.chello.pl
2009/09/27 15:22:54
Hmm...pamiętam, że w LO bardziej podobał mi się "Głód" od "Zarazy". Ta druga książka wydawała mi się jednak bardziej przewidywalna. Ale niewykluczone, że odczuwałem wtedy jakiś przesyt Mastim. W drugiej klasie liceum sięgałem po twórczość Mastertona raz po razie...Teraz jest nieźle, jeśli przeczytam 2-3 książki tego samego autora pod rząd:) Gdy wrócę do tych książek z pewnością nie omieszkam podzielić się swymi wrażeniami;)
-
Gość: Piotr Pocztarek, 85.222.116.*
2009/09/27 17:12:31
Parę lat temu rzeczywiście również uważałem "Głód" za lepszą książkę od "Zarazy". Teraz po latach muszę stwierdzić, że w tej drugiej powieści są dużo lepiej zarysowane postacie, również psychologicznie, a także akcja jest bardziej zwarta, ponieważ książka jest krótsza ;)

P.S.
Dostałeś swoją wygraną? :)
-
Gość: p.a., *.chello.pl
2009/09/27 20:23:59
Sam jestem ciekaw, czy ponowna lektura nie zrewiduje moich poglądów:) Jeśli ufać mojej mamie, nagroda dotarła (podałem adres rodzinnego domu - wolę ,jak wszelakie przesyłki tam docierają) i ponoć nawet podpis jest;) Sam zamierzam odwiedzić rodzinne strony dopiero w przyszły weekend, więc rączki już mnie świerzbią:)
-
Gość: Jude, *.chello.pl
2010/03/30 19:42:25
Siemasz Pitter? :)
Nie miałam pojęcia o tym,że recenzje pisujesz regularnie. Mam teraz mega zaległości...

Ogólnie gratuluje profesjonalizmu, oraz wiedzy i podejścia. Natomiast jeśli chodzi o krytykę miałabym jedno pytanie, nie sądzisz,że biorąc nieco subiektywnie pod uwagę wszystkie kryteria oceny,którymi sie sugerujesz sam popadasz w pewien schemat? Każda recka pisana jest jakby...hmmm... szablonowo? Jedyne określenie jakie przychodzi mi na myśl. Masti posługuję sie niekiedy radykalnie odmienna stylistyką oraz budową powieści (nie mówiąc o oczywistej kwestii fabuły) do której można by się dostosować, albo jej właśnie przeciwstawić nie tylko prozaicznymi uwagami,ale również samą konstrukcją pracy?
To w sumie dwa pytania:D jestem na bakier z matematyką
pozdro Pitt z nad Bałtyku
-
2010/03/30 20:47:23
O, Ty żyjesz :) Miło ponownie Cię gościć w naszej jaskini.
Jeśli chodzi o recenzje, masz jak najbardziej racje - staram się pokazać najważniejsze cechy powieści w 3000 znakach (na blogu nie ma limitu, ale regularnie pojawiają się też w Grabarzu Polskim, a tam już jest, więc trzymam się mniej więcej podobnej objętości). Oczywiście, jeśli jakaś powieść wybija się ze słynnego mastertonowskiego schematu, staram się to pokazać. Po dogłębne, nieograniczony niczym analizy proponuję sięgnąć do nadchodzącej książki o Mastertonie, w której wraz z Robertem staraliśmy się szczegółowo omówić każdy aspekt twórczości Grahama.
A co do radykalnych zmian w stylistyce i budowie powieści u Mastertona to bym jednak polemizował! ;) Ale nawet jeśli to jest schemat - to genialny!

Serdeczne pozdrowienia, take care of yourself!